loriel@maszyna.pl

29 czerwca 2011, 11:06:42

O bułgarskiej plaży i autobusie, którym nikczemnie wzgardziłam ;)

Upał. Bułgarska. Piaski pustyni. Idę. Buty na koturnie, ale idę. Zawzięcie i stanowczym krokiem. Byle tylko dostać się do skrzyżowania, byle przebrnąć przez te wykopy, nie łamiąc sobie nóg oraz nie zapadając się kilometr pod ziemię. Gdybym pojechała autobusem dreptałabym do przystanku po równym chodniku, lekko i bez przeszkód. Ale nie! Samochodu się zachciało. Umyśliło się w mej głowie, aby wygodnie zabrać się z wracającym z pracy M., celem podwózki mych szlachetnych stóp pod sam blok. No to miałam spacer. Samochody topniały w korku, leniwie sunąc w kierunku świateł. Wykorzystałam owe spowolnienie. Bezczelnie złamałam prawo i już po chwili byłam na drugiej stronie ulicy. Kajam się za tak haniebny czyn, ale cóż zrobić gdy wokół jeno piach, pył i lejący się z nieba żar. Przejścia ani widu, a słychu jedynie warkot silników i ekspresyjne pokrzykiwania budowlańców tworzących nową jakość życia przy Bułgarskiej. Idę dalej. Wchodzę na kawałek równego chodnika i sprawdzam czy aby na pewno mam obydwie nogi. Mam. To dobrze. Spoglądam w kierunku majestatycznej bryły stadionu – cudu miejskiej architektury obleczonej w plandekę. Ja tam wolę jakiś gotycki kościół. Albo jeszcze lepiej - gotycki kościół w stanie rozkładu. Ruinę znaczy. Tak aby potrenować szare komórki. Mijam stadion i dostrzegam skrzyżowanie. Podchodzę bliżej. Staję nad wykopem wielkości aglomeracji śląskiej, otoczonym metalową siatą. To nic, z pewnością jest inna droga. Patrzę w lewo. Nie, jednak nie ma. Jest za to wykop. Patrzę więc w prawo. Odnajduję kawałek wydeptanej ścieżyny, prowadzący do przejścia dla pieszych. Za przejściem dostrzegam kolejną, otoczoną siatką dziurę. Korzystając z atrakcji miejskiego survivalu, przeciskam się ścieżką do krawędzi jezdni. Zadowolona, że nie zadam gwałtu własnym ideałom i w pełni legalnie przejdę na drugą stronę, czekam aż zapali się zielone światło. Czekam. Czekam. Czekam. I nic. Auta stoją, ludzie stoją, światła się nie zmieniają. Skoro naokoło tyle dziur, skoro ulice spowija piach, skoro na placu budowy stoją koparki to i poczekać trzeba. Proste i logiczne. No więc czekam. W końcu podświetla się kroczący ludzik i przechodzę na drugą stronę. Ustawiam się przy zatoczce dla taksówek i patrząc na sznur jadących samochodów, czekam na M. Podjeżdża. Wsiadam. Wzdycham. Sama jestem sobie winna, więc nie narzekam aż tak bardzo ;P Morał? Bardzo prosty, a jakże. Było jechać autobusem.

27 czerwca 2011, 20:16:26

Jabberwocky

Świeże wiśnie
Blade pąsy
Wściekle żywe kaczkowąsy.
Przystrzyżone
Wyświecone
Kwieciem bzowym umajone.
Wyrównane
Uczesane
W farbie czarnej unurzane.
Podkręcone
Uniesione
Rymem dziwnym utrefione.
Dżentelmeńskie kaczkowąsy
Świeże wiśnie
Blade pąsy.

Zjadłam paczkę ciastek. Jak widać powyżej, słuszne jest stwierdzenie, że cukier krzepi ;P

Designed by Lamper.
Powered by JoggerPL © 2006.